Aktualności
15
maj

Bitwa na Zalewie Wiślanym

W XV wieku, gdy między Państwem Zakonu Krzyżackiego a Koroną Królestwa Polskiego toczyła się Wojna Trzynastoletnia, Zalew Wiślany nosił nazwę Zatoki Świeżej. Oddzielony od morza mierzeją, stanowił stosunkowo słodki zbiornik wodny. Temu właśnie zawdzięczał ową „świeżość” w nazwie. To na nim rozegrała się jedna z najważniejszych bitew morskich w historii polskiej floty. Zwycięstwo to miało istotny wpływ na zakończenie wojny z krzyżakami.

 

 Mijała właśnie dekada od rozpoczęcia wojny trzynastoletniej, gdy wojska koronne pod dowództwem Piotra Dunina rozpoczęły oblężenie twierdzy w Gniewie. W jej wnętrzu znajdował się wielki komtur Ulryk von Isenhoven oraz 400 osób. Sama twierdza była zaś odpowiedzialna za kontrolę niezwykle ważnej dla krzyżaków przeprawy. Trasa ta umożliwiała swobodny przepływ między Królewcem, a Pomorzem Gdańskim i Rzeszą Niemiecką. Punkt ten był zatem miejscem strategicznym i dowództwu Zakonu zależało, aby jak najszybciej przerwać stan oblężenia. Postanowiono więc wysłać posiłki. Półtora tysiąca żołnierzy chciano przetransportować z Królewca przez Zatokę Świeżą ku Wiśle. Druga armia, złożona z 2000 najemników miała dotrzeć do Gniewa drogą lądową. Jednakże zorganizowanie morskiego transferu dla 15 setek zbrojnych nie było takie proste. Nie dość, że zajęło to sporo czasu, to jednocześnie nie obyło się bez wycieku informacji do Gdańska. Gdy 9 września 1463 roku 44 przepełnione okręty krzyżackie dotarły do ujścia Szkarpawy, czekały już tam na nie gdańskie jednostki sprzymierzone z Polską.

 Zetknąwszy się z obwarowanymi brzegami i blokadą, za którą czekało 10 jednostek przeciwnika, wielki mistrz postawił poczekać na wparcie wojsk zmierzających w tamtym kierunku lądem. Gdy po kilku dniach bezskutecznego czekania Krzyżacy wycofywali się na Zalew Gdański, za nimi ruszało już nie 10 lecz 14 okrętów. Przywódca Zakonu wciąż jeszcze wierzył w szanse na odbicie Gniewu. Jednakże na Zalewie do gdańskich sił dołączyło kolejnych kilkanaście statków floty elbląskiej. Krzyżacy zostali otoczeni i odcięto im drogę do Królewca. W pozycji, którą zajmowali, wiatr spychał ich na brzeg, co nie było zbyt korzystne. Tymczasem w polskim obozie odbywała się nocna narada. Brali w niej udział dowódcy Wincenty Stolle, Maciej Kolmener oraz Jakub Vochs. Postanowiono przeprowadzić atak dwuetapowo: najpierw otoczyć wrogie jednostki i wywołać na nich chaos przez intensywne zbombardowanie, a następnie przystąpić do abordażu.

 Rankiem 15 września rozpoczął się ostrzał. W ruch poszły okrętowe działa, a także łuki, kusze i rusznice. Na pokładach krzyżackich statków stopniowo zaczął wybuchać ogień. Zrzucono więc żagle, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się pożarów. Po przeszło godzinie jednostki gdańskie i elbląskie przeszły do abordażu. Gdy przegrana wojsk krzyżackich była oczywista, niektórzy żołnierze próbowali ratować się skokiem do wody, który na ogół kończył się śmiercią. Jedyną z nielicznych jednostek, która zdołała ujść z życiem i zbiec do Królewca, była łódź z wielkim mistrzem na pokładzie. W sumie przeżyło około 800 krzyżaków – ok. z nich 550 dostało się do niewoli, a pozostałym udało się uciec.

 Gdy wojska najemne zmierzające lądem dowiedziały się o porażce krzyżackiej floty, podjęły decyzję o odwrocie. Twierdza w Gniewie pozostała bez wsparcia. Mimo to jej kapitulacja nastąpiła dopiero 1 stycznia 1464 roku. Wynik tej bitwy pozwolił na odblokowanie strzeżonego szlaku i zapobiegł wzmożonej ofensywie Zakonu. W dalszej perspektywie ten układ sił pozwolił na późniejsze zawarcie pokoju toruńskiego, na mocy którego wielki mistrz został księciem Królestwa Polskiego i lennikiem polskiego króla.